Witam...
Juz 2010 rok... a u mnie dalej wszystko tkwi w tym samym miejscu. Najgorsze, ze tak bezradna jak teraz nie bylam nigdy w moim zyciu. To straszne chciec cos a nie modz. Szczegolnie, ze czlowiek jest juz starszy, samodzielny i zdaje sie , ze moze robic wszystko. Nikt mu nic nie zabrania, nie kaze, ale ja i tak nie moge. Czuje sie jak w niewidzialnej klatce, nie moge wykonac zadnego kroku do przodu, ani nawet w bok. Tak jakby cos trzymalo za nogi. Ale ja sie nie poddaje, ja wierze, ze juz niebawem sie wszystko wyjasni... ze bede mogla w koncu skakac z radosci i cieszyc sie, ze w kocu zobacze moich bliskich, przyjaciol, ludzi na ktorych mi tak bardzo zalezy i ktorych mi tak bardzo brakuje i ktorych potrzebuje jak powietrza!
Tesknie i tesknic nie przestane, dopuki was nie bede miec w swoich ramoionach...
Moj duracell chyba sie juz wyczerpal...